Informacje ogólne

Korytowo do 1945 roku nosiło niemiecką nazwę Kurtow. Właściwie jest to wieś i z racji zajmowanego obszaru na taką wygląda, układ ulic sugeruje jednak charakter miejski. Historia tej najstarszej w gminie miejscowości jest bardzo barwna. Wiadomo, że w epoce kamiennej była już zamieszkana, świadczą o tym znaleziona siekierka z krzemienia i toporek kamienny, z epoki żelaza pochodziło odkryte kiedyś w Korytowie cmentarzysko popielnicowe. We wczesnym średniowieczu istniała tu słowiańska osada, nieco później już grodzisko na cyplu półwyspu miejscowego jeziora. Pierwsza wzmianka o Korytowie pochodzi z roku 1237 kiedy to książę wielkopolski Władysław Odonic nadał ówczesną osadę rycerskiemu zakonowi joannitów. Powstała tam wtedy komturia i warowny zamek. Później w czasie swoich wielowiekowych burzliwych dziejów Korytowo przechodziło we władanie różnych rodów m.in. Wedlów, von Goltz, pod koniec XVIII wieku kupił je Gustaw Heinrich von Enkevort, od połowy XIX wieku aż do końca drugiej wojny światowej należało do rodu von Schliffen. Prawa miejskie nadano tej miejscowości w roku 1486, ale na długo przedtem późniejsze miasteczko Curthow było ważniejszym ośrodkiem w regionie niż położone kilkanaście kilometrów dalej Choszczno czy Recz. Po wojnie trzydziestoletniej (1618-1648) spustoszone Korytowo nigdy nie wróciło już do dawnej świetności, jednakże nie straciło nigdy swych praw miejskich... Nigdy też więcej nie wspomniano o nim w ten sposób. W pierwszej połowie XVII wieku kartograf Merian sporządził rycinę, na której zobaczyć można do dziś zachowany XIII-wieczny gotycki kościół oraz dwie siedziby rycerskie. Zaznaczono też tor, na którym przeprowadzano turnieje. Współczesna wieś zamieszkiwana jest przez prawie pięćset osób, które przyjechały tu po wojnie z różnych regionów Polski. Najstarsi mieszkańcy to: Władysław Galiński (99 l.), Anna Szmigulan (92 l.) i Anna Marciniak (92 l.). Do dziś żyje tu pierwszy polski osadnik Jan Bielański, który jako dwudziestoletni młodzieniec osiadł tu w marcu 1945 roku wraz z rodziną wracającą z robot przymusowych z Grębowa koło Kamienia Pomorskiego. - W Choszcznie zostaliśmy zatrzymani przez wojskowy punkt kontrolny i skierowano nas do Korytowa. Mój ojciec Szymon został sołtysem, a ja jego pomocnikiem. Dostaliśmy broń. Mieszkali tu jeszcze Niemcy, ale przed nadejściem frontu opuścili wieś. - wspomina dawny sołtys, bo funkcję tę sprawował przez ponad czterdzieści lat. W lipcu 1945 utworzono tu urząd gminy, pierwszym wójtem był młynarz Bruno Koziołek. Od 1955 do 1962 roku Korytowo było siedzibą Rady Narodowej. Potem powoli traciło swój status. Po reformie administracyjnej w 1975 roku zostało sołectwem podległym gminie w Choszcznie. Po wspomnianym już Szymonie Bielańskim funkcję sołtysa pełnili przez te lata: Wacław Weber, Władysław Bajera i wymieniony wcześniej Jan Bielański. Obecnie funkcję tę sprawuje Edmund Bokun. To właśnie za jego kadencji, aby uporządkować numerację domów i sprawy meldunkowe nadano nazwy ulicom i tak istnieją tu od trzech lat ulice: Joannitów, Kościelna, Myśliwska, Parkowa, Spacerowa, Szkolna, Środkowa i Wedlów. Kiedyś we wsi istniała Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna „Rozwój”, musieli do niej należeć niemal wszyscy rolnicy. Pod koniec lat czterdziestych ubiegłego stulecia w Korytowie swoją siedzibę miał Zespół Państwowych Gospodarstw Rolnych. PGR funkcjonował do 1991 roku. Starsi mieszkańcy wspominają, że w latach pięćdziesiątych powstał tu pierwszy w województwie szczecińskim Rejonowy Ośrodek Kultury, działało w nim kino objazdowe, a nawet wystąpił ... sam Mieczysław Fogg. Budynku, w którym to wszystko się działo, już nie ma. Życie kulturalne kwitło jednak dalej w obiekcie pałacowym, istniały tam wtedy różne kółka zainteresowań a nawet zespół folklorystyczny koncertujący nawet w Warszawie.. Do dziś istnieje tu szkoła podstawowa z doskonale wykształconą kadrą pedagogiczną. A powstała już 15 września 1945, uczyli w niej m.in. Józef Nondzysiak z siostrą Henryką, Jadwiga Grzegorzewska, Adolf Bobola, (?) Tuszyński, Czesław Popiel, Joanna Karwowska, Helena Borkowska, Teresa Kardyńska. Obecną dyrektorką jest Alicja Lisińska. W czasach kiedy w kraju zamyka się wiejskie szkoły, w Korytowie trwa właśnie remont tej placówki, po wakacjach będzie w niej nawet nowa sala gimnastyczna. Prawie setkę dzieci z klas od 0 do 6 przyjął pod dach plebani ksiądz Sławomir Kokorzycki, który jest chyba największą siłą sprawczą wszystkich poczynań, bo o wsi tej dużo mówi się i pisze w całej Polsce. Nie tylko mieszkańcy Korytowa zapamiętali artykuł z „Faktów i Mitów”, w którym ich wieś przedstawiono jako prymitywną miejscowość, o której nikt dobrego słowa nie powiedział. Wydumane sensacje typu, że jedyny samochód posiada tu ksiądz czy ludzie w poszukiwaniu złota szabrują średniowieczny cmentarz były dla nich bardzo upokarzające. W Korytowie ludzie żyją tak jak w całym kraju. Jest duże bezrobocie, ale wszyscy jakoś sobie tu radzą. Od kilku lat istnieje Centrum Wspierania Rodziny „Caritas”, w którym działa także świetlica, udzielane są porady prawne, funkcjonuje gabinet lekarski a nawet magazyn odzieży używanej. Nie tylko w czasie wakacji przyjeżdża tu mnóstwo młodzieży - czynna jest całoroczna baza noclegowa na 25 miejsc. Wyprawy do oddalonego młyna, w którym spotykają się myśliwi, czy pozostałości grobowca rodziny von Schliffen, położonego po drugiej stronie jeziora, stanowią nie lada atrakcję. Niedawno przy „Caritasie” powstało schronisko dla bezdomnych, zamieszkuje je 12 osób. W Korytowie ciągle coś się dzieje - remontowana jest zabytkowa wieża kościoła i XVIII-wieczny pałac należący do przedsiębiorcy ze Śląska, gołębnik z zabudowań folwarcznych restaurowany jest nawet w Wiedniu. Na miejscu funkcjonuje dobrze zaopatrzony sklep spożywczo-przemysłowy, agencja pocztowa, biblioteka, jest przystanek autobusowy, działa Koło Gospodyń Wiejskich i Ochotnicza Straż Pożarna. W sklepie wisi bardzo optymistyczny napis:” Na pracę się nie narzeka, pracę się zmienia”. Przesłanie to trafia szczególnie do młodzieży, która przeważnie uczy się w szkołach średnich, a potem stara się kontynuować naukę na wyższych uczelniach. Chlubnym przykładem, na który powołuje się wielu, jest mieszkający tu aż do pełnoletności Jacek Michalski. Obecnie swój dom ma już w Warszawie, bo dzisiejszy pan kapitan jest doradcą ekonomicznym w Ministerstwie Obrony Narodowej. Bruksela, Haiti czy Kambodża to miejsca znane mu z racji pełnienia tam służby wojskowej. Miasto-wieś ma nawet swoją gazetkę „WAI” czyli „Wiejską Agencję Informacyjną” a wydawcą jest oczywiście Ośrodek Wspierania Rodziny. Niedawno ukazał się jej najnowszy numer. Być może pod koniec maja zostanie wydana książka o Korytowie, pisze ją ksiądz, dzielnie mu pomagają miejscowi. Korytowo miastem raczej nie zostanie, ale staje się coraz bardziej zadbane, dużo w nim zieleni. - Asfaltu tu nie będzie, nasza miejscowość musi mieć swój charakter, średniowieczne ukształtowanie uliczek jest jedyne w swoim rodzaju i takie musi pozostać.- mówi sołtys Edmund Bokun.